— Idziemy do mnie? — A może wpadnie pan do nas? Żona bardzo się ucieszy. Bede grzecznie zaprotestował. — Nie chcę sprawiać państwu kłopotu, zresztą... mój pokój jest chyba bardziej odpowiedni, nikt nam nie przeszkodzi. Udali się więc na piętro. — Rzecz w tym — zagaił Harper, że nieco przeliczyłem się z groszem. Nie moja to wina, tylko majstra od ciesielskich robót. Podniósł cenę. Twierdzi, że pomylił się w obliczeniach. Nie wierzę takiej bajeczce, lecz muszę ustąpić. Lepszego fachowca nie znajdę w Goodyear ani w okolicy. Przerwał i spojrzał na Bedego. — I co -pan zamierza? — zagadnął zaniepokojony słuchacz. — Zaniechać roboty? — Ani mi to w głowie. .Rozważyłem dobrze całą sprawę. Mógłbym pożyczyć w banku, lecz wówczas kiedy wzrosną, bo trzeba będzie płacić procenty. Pomyślmy, że przecież rozporządza pan nielichym majątkiem, Jak sądzę... Co? Hm… zmartwiał. Niebezpieczeństwo pojawiło się najmniej oczekiwanej strony. Oczywiście — odparł celowo przeciągając rozmowę. Niech Harper zrozumie, iż wcale mu nie spieszy się ze sprzedażą złota.