— Mam tam coś niecoś. Myślę linii! farmy. Bardzo dobry pomysł, nie Bede pana od niego, lecz mój chytry majster wcale nie żąda natychmiast, gotów jest poczekać pół roku, gwarancja jest. I zobowiązania na piśmie i zastaw. Wiec o co chodzi? O to, kochany panie, iż memu majstrowi nie wystarczy mój podpis, chce dwu gwarantów. Nie rozumiem — wyznał Bede. — Mam za pana poświadczyć? Właśnie! Stał się pan w Goodyear znaną osobą, Nie wiedzą o pańskim depozycie w banku. Trafia. Ja do zrobienia niezłego interesu. Cóż to za interes? — przestraszył się Bede. Ano taki, iż za poręczenie proponuję panu jedną część dochodów z młyna tak długo, jak długo będzie Pan mieszkał w Goodyear. Pod warunkiem, że zajmie się glinowaniem ludzi w moim młynie. Zgoda? - Ależ... ja nic nie znam się na młynarstwie! Już mi pan o tym wspomniał. Lecz, drogi panie. Techniczne sprawy on będzie załatwiał. Zwracam się do pana nie tylko dlatego, że Pańskie poręczenie będzie uznane za dobre. Również dlatego, że, co tu dużo gadać, przypadł mi pan do serca.