Ho, ho! Dobrze spenetrowałem, na czym polega praca w młynarza, nie i pewnie sam potrafiłbym nim kierować, tylko... po co mi to? Nadal marzę o farmie, a nie o zawodzie młynarza. Lecz teraz wszystko diabli wzięli! Wyobraź sobie, odezwał się Clark! Ten facet, z którym odkrylii wyprawę eksplorerską. Skąd się o mnie dowiedział, nie mam pojęcia. Któregoś dnia poczta dostarczyła mi list. Możecie sobie wyobrazić, jak się zdumiałem. Któż mógł go napisać. Przez sekundę pomyślałem, że odnaleźli się moi rodzice i teraz dają o sobie znać. Niestety, nie. Mam ten list. Proszę go poczytać, doktorze. Zaczął grzebać po kieszeniach kurty, aż wydobył papier mocno pognieciony, ze śladami wilgoci i częściowo powymazywanymi literami. Pisze „literami", były to okropne kulfony ręki nie przywykłej do pisania. Do spółki z Karolem zdołaliśmy jakoś przezwyciężyć podobną bazgraninę. List ten, nieco później, wręczył mi Bede. Niepozorną kartkę zachowałem na pamiątkę. Przechowuję ją w szufladzie biurku w rodzinnym Milwaukee.