Mieszkańcy Goodyear zaczną plotkować, iż karczmarz związał się z nieuczciwym przybłędą. Pana nie przemyślany krok popsuje mu opinię. Kiepska to oznaka wdzięczności do człowieka, który pomógł panu wydobyć się z kłopotów— powiedziałem ostro. Pomógł, bo miał w tym interes, a o moich kłopotach nie wiedział. Zaskoczył mnie taką argumentacją i już miałem na języku cierpką uwagę, gdy Karol mnie uprzedził. Co z kamykami? — zapytał. Zostały w banku. Nie mogłem ich zabrać. Zaraz poszłaby się pogłoska, że wyjeżdżam raz na zawsze. Nowe krętactwo — szepnąłem. Jeszcze jedno głupstwo. Przecież człowiek niewracający po to, aby odebrać złoty depozyt, już to samo staje się podejrzany — powiedział mój przyjaciel. — Jednak los czuwał nad panem i zesłał, która zapobiegła doprowadzeniu głupstwa do lepszego końca. Nikt tyle mi nie nagadał — zabawnie jęknął Bede. A szkoda — wtrąciłem. – Lecz co mam począć teraz? Poradźcie, dżentelmeni! Karol spojrzał na niego uważnie. – No... dobrze — powiedział. — Faktem jest, że ucieczka z Goodyear nie udała się.