Pozostaje więc powrót do Goodyear. Tyle już się pan nakłamał, że jedno kłamstwo więcej niewiele zaszkodzi. Załóżmy, że spotkał pan oczekiwanych przyjaciół w drodze i zaprosił ich do „Lucky Saloon". Czy przypadowo nie zdradził pan Harperowi jakichś szczegółów o naszych ,,przyjaciołach", które nie pasowałyby do nas? Na przykład: gdzie mieszkają lub kim są? - Nic a nic. Harper nie pytał, a spotkania z panią Adeliną zdołałem uniknąć. — Dobre i to. Uchroni nas, Janie, od powiększania bogatej kolekcji krętactw naszego towarzysza. — Na liście widniała pieczęć poczty w La Junta — poinformował smętnie Bede. — Harper mógł ją zauważyć. — Ano... — stwierdził wesoło Karol — bawiąc w La Junta wysłaliśmy list do pana. Zapamiętaj to sobie, Janie. — Nigdy nie byłem w La Junta i jak karczmarz zapyta o wygląd miasteczka, jeszcze strzelę jakieś głupstwo. — Bawiliśmy przejazdem, nie starczyło czasu na lepsze poznanie... — Znakomicie, Karolu! A w jakim hotelu nocowaliśmy? — W... zupełnie wyleciało mi to z głowy — odparł z takim przekonaniem…