Moja żona poparła mnie w tym projekcie, a ona na ludziach. Clark na widowni. Bede przerwał na chwilę swą opowieść. Skorzystałem z tego i wtrąciłem: — No, to znalazł się pan wreszcie na dobrej drodze. Teraz radzę chwilę odpocząć. Jak na człowieka ledwie przywróconego do przytomności wysiłek jest zbyt wielki. — To było wczoraj, doktorze. Dziś czuję się znakomicie, chociaż jeszcze trochę szumi mi w głowie. Zresztą, zależy mi na czasie. — Po co ten pośpiech? — zapytał Karol. — Jak skończę, będziecie wiedzieli. Powiem krótko: stałem się wspólnikiem Harpera. Przyznam, nie bez strachu. Bałem się, że jeśli młyn nie będzie dawać dochodów, zanim nadejdzie termin zapłaty za jego budowę, wszystko się wyda, a do mnie przylgnie opinia oszusta. Och, co ja przeżyłem, dżentelmeni! Jednak karczmarz ma głowę do interesów i wszystko świetnie przewidział. Nim pół roku minęło, majster otrzymał wszystko, co mu się należało. Rolnicy, nawet z dalszych okolic, zaczęli zwozić do młyna wory ziarna. Początkowo nadawałem się tylko do liczenia tych worów i pobierania opłaty za przemiał, ale teraz!