Jak gdyby przed chwilą przybył właśnie z La Junta. — Może jednak Harper nie zauważył pieczęci? — powiedział Bede. — Wiec lepiej z tym La Junta nie wyjeżdżać zbyt wcześnie... — Ot, i początek trudności — zauważyłem. — Jeśli pani Adelina jest osobą tak przenikliwą, jak z opowiadania Bedego wynika, zyskamy sobie opinię niezłych łgarzy. — Nie bądź pesymistą, Janie. — A może... ja sam powrócę do Goodyear? — wyjąka! Bede. — Po co mam was znów wplątywać w swoje kłopoty? Powiedział to z tak widocznym przygnębieniem, że uleciała ze mnie resztka złości na niego. — I co dalej?! — zawołałem. — Za dwa tygodnie przyjedzie Clark. — Mam pieniądze, kupię drugiego konia... — Więc znowu ucieczka! — Ano... ucieczka. — Bede — powiedziałem spokojnie — w Meksyku wyciągnął pan nas z różnych tarapatów i myśmy o tym nie zapomnieli. Dlatego postaramy się panu pomóc. Jest pan wspaniały doktorze! Przeszedł z krańcowego pesymizmu do niczym niewyjaśnionej, nieuzasadnionej radości. Ale jak powstrzymać Clarka od przybycia do nas?